Najpiękniejszy i najtrudniejszy dzień w życiu - mój poród

Zaczynam pisać i już płaczę ze wzruszenia, nie mogę jeszcze uwierzyć, że to maleństwo jest już z nami. Ale do rzeczy.

W niedzielę o 4.20 obudziło mnie dziwne uczucie w brzuchu na dole, taki ból przypominający zbliżający się okres. Poszłam na tradycyjne siusiu i wróciłam do łóżka. Zasnęłam, i ten sam ból obudził mnie za chwilę. Myślę, hmmmm czyżby takie fałszywe skurcze, ale wzięłam komórkę do ręki i przysnęłam z nią. Następny skurcz 20 minut później i tak w kółko. I tak przeczekałam na pół śpiąco do 8 rano, cały czas sprawdzając czas. Skurcze były średnio co 15 minut i już nie mogłam wytrzymać w pozycji na lewym boku z poduszką między nogami. ( Bardzo dobra pozycja na początek) U mnie skurcz objawiał się bardziej w plecach niż w brzuchu. Wstałam, poszłam do  kuchni na krzesło i siadłam okrakiem,  myślę przyspieszę trochę akcję. Bóle następowały, Poślubiony musiał chwilami masować mi plecy. Około 11 zadzwoniłam do centrum rodzenia, mówię, że chyba zaczął się poród i skurcze co 7 minut. Ona na to, że jeszcze za wcześnie proszę poczekać na 2- 3 minutowe skurcze i wtedy zadzwonić. P nalał wody do wanny a ja już kucałam i trzymałam się kaloryfera, było coraz ciężej. Ale weszłam do wanny i tam byłam ok 40 minut. Nic mi nie pomogło ale ok. Wróciłam do sypialni, żeby wrócić do pozycji półleżącej ale nie było szans. Bolało okropnie więc zawisłam na łóżku na klęczkach. P masował plecy przy każdym skurczu. Wytrzymałam do 2- 3 minut pomiędzy skurczami i zadzwoniłam. Ona na to, że mogę przyjechać ale chwilowo nie ma wolnych pokoi ( takich) tylko szpitalne sale. Ok wszystko mi jedno. Do windy było ciężko dojść, do samochodu jeszcze gorzej, w samochodzie tragicznie. Do szpitala mamy 5 minut a wydawało się, że wieczność. Wysiadłam na parkingu a P, że musi kupić kartę parkingową AAAAA WHAT? Dobra poczekam, oparłam się o auto potem kucałam. Wrócił, idziemy w stronę drzwi, drzwi zamknięte. Myślę, ja pierdolę. Szukamy wejścia, pytamy się w szpitalu kierują nas i pytają czy chcemy schodami czy windą.Chyba na schodach bym umarła. W windzie kucam i wydaję nieznane mi dotąd dźwięki. Była 13.50. Jest położna, mierzymy ciśnienie, temperaturkę i bicie serduszka. Wszystko ok. Sprawdzanie rozwarcia ( przy 4 cm w Anglii odsyłają do domu). U mnie jest 5:) JEEEEJ radość na chwilę. Następna dobra wiadomość, zwolniła się sala. Idziemy a tam ogromna wanna, ogromna łazienka z prysznicem, kuchnia i sofa, materac na podłodze i muzyka w tle. No ale ja mało z tego kapowałam. Siadłam chwilę na piłce. Potem przebraliśmy się w strój kąpielowy i do wanny. Próba głupiego jasia ( straszne oszustwo, nic mi nie pomagało). Nie pasowała mi ta wanna bo nie mogłam dotykać P. Wytrzymałam ok  40 minut i poszłam na materac na taki kopiec z poduszek, oparłam się o nie. I znowu wolałam opierać się o P. Bardzo mnie wspierał, powtarzał, że dam radę i masował oliwką plecy. Położna też nas nie opuszczała nawet na chwilę, słyszałam tylko żebym używała Gas&Air a ja tak nie chciałam. Proponowała kawę i herbatę P a ja ledwo zwilżałam usta i trochę wody piłam ale nic nie chciałam, chciało mi się wymiotować. O 16 przyszedł kryzys, mówię, że nie dam rady, żeby mi coś dali. Ale wiedziałam wszystkie opcje i nie wyobrażałam sobie dojścia do windy i czekania na zastrzyk itp. Położna zasugerowała, żebym poszła się wysikać, że to pomaga. Nie miałam czym sikać, ale P mówi, że coś tam poleciało i to był czop. Umierałam z bóli, ale położna mówi, że już blisko, że sprawdzi rozwarcie. Usłyszałam, że jest 8 cm i to dodało mi sił. Wstałam z pomocą P, zawisłam na nim i przeszłam może 5 kroków i znowu na klęczki. Wytrwałam tak do 18 i było pełne rozwarcie. To też mnie podniosło. W tle leciała stara Enja, pamiętacie ją? Mięliśmy też swoje płyty, pamiętam, że leciało U2  ,,It's a beautiful day,, a ja płakałam, że już nie mogę. Położna na to, że chyba nie chcę pokazać się córeczce taka zapłakana. Pamiętaj, że dzisiaj wykonujesz największy wysiłek w Twoim życiu, już nigdy nie będziesz się aż tak męczyć. To tak jakbyś przebiegła podwójny maraton. I następna położna podjeżdża z takim wózeczkiem na dziecko. Myślę ,,to dla nas,,  Faza pchania to już ,,przyjemność,, Dzień wcześniej mówiłam P, że ja nie będę raczej krzyczeć przy porodzie. Heh. Krzyczałam i to pomagało. Położna mówiła nie krzycz bo tracisz niepotrzebnie energię, skup się na pchaniu. Twoje ciało powie Ci kiedy pchać. I rzeczywiście, Rzuciłam w kąt tą rurę z głupim jasiem i skupiłam się na oddychaniu i pchaniu. Rodziłam półsiedząc oparta o poduszki, z jedną nogą  na P a drugą na położnej. Nagle mówią, że tętno dziecka spada i trzeba mnie naciąć. Mała bardzo się cofała, szybka akcja, nacinanie i 2 skurcze i jest wyskoczyła:) Faza pchania rozpoczęła się o 18, o 18.20 odeszły mi wody, była ich może szklanka, i o 18.51 urodziła się Liliana z rączką przy główce. Taka śliczna, taka nasza i taka podobna do P.  Kochana moja.





A co działo się potem w następnym poście.


Komentarze

  1. Anonimowy1/7/14

    Ale się wzruszyłam!!! BRAWO MAMA!!!! Nie mogę się już doczekac c.d.!!!!!! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. To mój poród przy Twoim to chyba była bułka z masłem :) Muszę przyznać, że u mnie takie bóle, których nie mogłam wytrzymać zaczęły się dopiero ok 1h przed przyjściem mojego synka na świat, ale ja mam dosyć wysoki próg bólu więc może to subiektywna kwestia.
    Śliczną masz córeczkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara z Ciebie:) Każdy poród jest inny, najważniejsze, aby znaleźć w sobie siłę i wytrwać do końca:)

      Usuń
  3. Anonimowy1/7/14

    Miłas zzo??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodziłam bez znieczulenia.

      Usuń
  4. Pięknie... GRATULACJE!
    Mogę stwierdzić jednoznacznie, że poród w Polsce i w Anglii nieco się różni ..
    Cieszcie się sobą :) Przepiękne zdjęcia!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytalam do polowy i sie rozplakalam :( dopiero po jakims czasie dokonczylam. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszcze ze rodzilas naturalnie, ja tez chcialam niestety nie bylo mi to pisane:(
    Co do parkingu to rzeczywiscie trzeba bylo zaplacic, mój P. tez byl zly z tego powodu, no ale zaplacil za tydzien z góry
    Malutka jest sliczna, ten czas z nia wszystko Ci wynagrodzi,zobaczysz. Jak karmienie piersia? Mam nadzieje, ze nie dostalas zapalenia, moja kolezanka miala i byla az dwa razy w szpitalu, tak ze wiem co to znaczy

    pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze kiedyś urodzisz naturalnie:)
      Z parkingiem chodziło mi o to, że ja chciałam do szpitala na JUUUUŻ, a tu jakieś tickety, drzwi zamknięte ogólnie jaja>
      A swoją drogą to 10 funtów doba kosztuje, nawet pracownicy muszą płacić.
      Zapalenia udało się uniknąć:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Wspaniałe przeżycie... takie niepowtarzalne... Mam nadzieję, że ja też będę mogła podobne "wkrótce" opisać :)
    Serdecznie gratuluję i życzę wszystkiego najpiękniejszego! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napewno wszystko będzie dobrze i zapamiętasz ten dzień na zawsze:)
      Pozdrawiam::)

      Usuń
  7. Anonimowy2/7/14

    Czy chciałabyś mieć drugie dziecko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narazie daj się nacieszyć jednym:)

      Usuń
  8. Anonimowy2/7/14

    Chciałam zapytać czy pomimo "TAKIEGO" bolu chcialabys rodzic po raz drugi? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję ! Byłaś bardzo dzielna, a teraz możecie cieszyć się Waszym Skarbem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję tego słodkiego skarbka:) ja również niedawno urodziłam córeczkę jednak zbyt wiele szczęścia nie miałam. Poród był dla mnie wielką traumą niestety. Marzyłam o naturalnym porodzie ale się nie udało tylko się dużo wycierpiałam. Ale najważniejsze, że córeczka zdrowa. Życzę wszystkiego dobrego i samych najmilszych chwil z dzieciątkiem:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również