Wszystko o moim drugim porodzie

Wszystko zaczęło się w nocy z wtorku na środę 19 kwietnia. Obudziły mnie delikatne bóle około 1.30, ale nie przejęłam się tym jakoś szczególnie, bo poprzednie noce były podobne. Wystarczyła mała wizyta w toalecie i po bólach. Tym razem po powrocie do łóżka bóle nie minęły. Włączyłam więc aplikację na telefonie do liczenia skurczy. I pokazywało tak średnio co 10-13 minut.
Leżałam jeszcze w łóżku do około 3.30 aż w końcu mówię do męża, że chyba coś będzie. Wstał i widziałam, że stres powoli pojawia się na jego twarzy. Ja zaczęłam wyciągać torby do szpitala, bo już zdążyły się przykurzyć i pakować jeszcze ostatnie drobiazgi typu kosmetyki czy suszarkę do włosów.
Założyłam legginsy i bluzkę, przygotowałam buty i kurtkę na wyjście i skupiłam się na skurczach.  dziwne to było, ale cieszyłam się, że nareszcie rodzę, że w końcu zobaczę Amelię. I jak nadchodził skurcz, to tak świadomie do tego podchodziłam, oddychałam spokojnie i to bardzo pomagało. Przed piątą rano przyszedł kolega, żeby zostać z Lilą. Liliana spała sobie grzecznie niczego nie świadoma. Ja zadzwoniłam do szpitala i mówię, że chyba zaczyna się poród. A położna na to, żebym została jeszcze w domu, bo mój głos brzmi za spokojnie, że powinnam poczekać na większe bóle, bo jeśli nie będzie 5cm to wrócą mnie do domu. Myślę, ok. Ale tak około 5.10 zadzwoniłam jeszcze raz i powiedziałam, że przyjeżdżam, bo jest już konkretnie.
Droga do szpitala zajęła jakoś 5 minut bo ulice o tej porze były puste. Szpital niestety zamknięty, musieliśmy dzwonić. W szpitalu pusto, ciemno i cicho. Spodobało mi się to. Chciałam rodzić w centrum rodzenia, które znajduje się na drugim piętrze szpitala, co oznacza wejście po schodach. Dałam radę. Na recepcji siedziały dwie położne. Jedna poszła z nami do osobnej sali, gdzie sprawdziła mi mocz i ciśnienie. Poprosiła, żebym położyła się na łóżku na plecach. I wtedy już się wiłam z bólu. Jak przy pierwszym porodzie tak i przy drugim pozycja na plecach sprawiała mi straszny ból. Ale to tylko sprawdzenie rozwarcia, pomyślałam, zaraz skończy. I widziałam, że mina położnej się zmienia. Zapytała, czy chcę rodzić w wodzie? Ja na to, że tak. I zerwała się z krzesła i mówi, że biegnie nalewać wodę, bo już jest 8cm. Ucieszyłam się bardzo. Poszliśmy za nią do dużej sali. Było tam bardzo przyjemnie, nastrojowo, przygaszone światło, muzyka w tle ( ta sama co przy porodzie Lilianki - Enja ) szum nalewającej się wody. Ja rzuciłam się na bean bag na podłogę, bo bolało już strasznie. Mąż chciał iść po torby do samochodu, ale położna go nie puściła.  I dobrze, bo mógłby nie zdążyć. Spakowałam chyba trzy koszule do porodu a rodziłam w bluzce w której przyjechałam. Podciągnęłam ją do góry i z pomocą męża weszłam do basenu. I tak mi się dobrze zrobiło, ciepło i przyjemnie. Naprawdę polecam poród w wodzie! Około szóstej poczułam skurcze parte. Położne oczywiście powiedziały standardowo: Rób co ci mówi ciało. Well done Natalia.
W wannie były uchwyty do trzymania co bardzo mi pomogło w fazie parcia. Położne podłożyły mi dwa ręczniki pod kolana. Co zauważyłam po porodzie, że miałam lekko pokaleczone kolana.
Miałam dwa skurcze parte i wyszła główka. I czekałam na tą ulgę, jak to było w przypadku Liliany, a tym razem jej nie poczułam. Słyszałam tylko jak położna mówi push push a ja nie mogłam ani w jedną ani w drugą stronę. Dziecko się jakby zaklinowało i położna pomogła. I już Amelka była przy mnie w wodzie. Ale nie płakała. Położna ją trzymała a ja mówiłam tylko: oddychaj, odychaj.
Położna mnie uspokajała, że przecież mamy minutę na pierwszy oddech. Ale dla mnie to była wieczność. W końcu zapłakała i zaczęła oddychać. Urodziłam o 6.20 czyli w szpitalu byłam 35 minut.
Kiedy wzięłam ją w ramiona wybuchłam płaczem. Taka byłam szczęśliwa. Zobaczyłam, że ma czarną czuprynę i długie paznokcie.
Wyszłam z wody i było mi strasznie zimno, grzałyśmy się wzajemnie i ta chwila mogła trwać i trwać. Byłam taka szczęśliwa, ze wszystko się udało i tak dobrze mi poszło.


Komentarze

  1. gratulacje Natalia , maleńka jest śliczna... niech zdrowo i szczęśliwie sie chowa

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo zdrowia dla Waszej czwórki! Gratuluję gorąco i przesyłam milion serdecznych myśli!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama slodycz! Niech sie zdrowo chowa! Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje! Oby zdrowo rosla. Piekna córcia i wzruszające zdjecia obu coreczek♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy15/5/17

    Gratulacje dla dumnych rodziców, malutka jest śliczna :* proszę, napisz w wolnej chwili post o tym, jak sobie radzisz z dwójką dzieci, gdy mąż w pracy, jak wygląda Wasz dzień, jak Lila zareagowała /reaguje na siostrę. Marzę o drugim dziecku, ale boję się, czy dam radę, jestem w podobnej sytuacji jak Ty, tzn. mieszkamy w UK i nie możemy liczyć na pomoc bliskich. Serdecznie Was pozdrawiam, stała czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze. Anonimy proszę się podpisywać.

Zobacz również